inicio mail me! sindicaci;ón
 

Wyhacz rachunek…

wyhacz rachunek...Fajnie że ktoś o nas (konsumentów) się troszczy. Co prawda, wpadka niewielka, ale artykuł o podwyżkach cen prądu ilustrować zdjęciem licznika gazowego i faktur za to paliwo? Fail ;-)




Siergiej Łukjanienko - Czystopis

Siergiej Łukjanienko - Czystopis

Filmy przyzwyczaiły nas, że ostateczna walka rozgrywa się zawsze w odpowiedniej scenerii. Frodo wrzuca pierścień do gardzieli wulkanu, a nie topi go w płomieniach palnika bunsenowskiego u postępowych krasnoludów. Luke Skywalker wystrzeliwuje torpedę do rury wydechowej Gwiazdy Śmierci, a nie przecina Najważniejszy Kabel w przedziale reaktora. Terminator stacza ostatnią walkę wśród ruchomej maszynerii fabryki, a nie pośrodku kurnika. A przecież mogłoby to bardzo ciekawie wyglądać! Gdaczące kury, przerażony, ale gotów do obrony swoich “kobiet” kogut, pękające pod nogami robotów świeże jaja, spanikowane żółte puchate kurczątko…

Nie, nie doznałem nagle olśnienia. Po prostu zacząłem tego posta od zacytowania jednego z rozdziałów “Czystopisu”. Jeszcze nigdy w życiu nie wyczekiwałem tak żadnej książki jak tej. I naprawdę nie wiem co mnie pociąga w prozie Łukjanienki. Ale jego książki nie dość że czyta się jednym tchem (trzy wieczory bez zarywania nocek), to w dodatku mają one jakąś fabułę i jakiś cel.



Jarosław Grzędowicz - Księga jesiennych demonów

Jarosław Grzędowicz - Księga jesiennych demonów

Zastanawialiście się, co by było, gdybyście dostali absolutną kartę kredytową? Albo, jak się czuje psychoterapeuta Boga? A może wiecie jakie rozterki posiada wiedźma, biorąca na wychowanie wilkołaka? Interesują was takie tematy? To ta książka jest dla was.

Po poprzedniej książce Grzędowicza wiedziałem że będzie to kolejny autor do kolekcji. I nie zawiodłem się. Księgę jesiennych demonów czyta się bardzo dobrze. Autor dozuje grozę wciskając ją między akapity naprawdę ciekawych opowiadań. W sam raz na pogodę którą widać za oknem ostatnimi dniami. Mimo typowo horrorowego tytułu nie uraczycie bynajmniej rozlewu krwi. Pięć opowiadań, które dzieją się w Polsce. Pięć mrocznych zakończeń. Pięć historii, które mogłyby spotkać każdego z nas*

Dzięki tej książce przekonałem się do kolejnego polskiego autora, który miejmy nadzieję, nie wypali się zbyt szybko i pozwoli mi zaspokoić coraz częstszy głód książkowy.

Słowem – polecam, szczególnie zanim przyjdzie wiosna.

Jarosław Grzędowicz – Księga Jesiennych Demonów, Fabryka Słów 2007, ISBN 978-83-89011-61-1, 29,99PLN, 474 stron

* – dotyczy osób wierzących w zjawiska paranormalne.



Uczmy się języków

Cóż. Pozostaje mi pogratulować autorom kartki. Przede wszystkim tego, że przez jakieś dwa miesiące nikt się nie pofatygował aby poprawić ten błąd.



Wyrazy współczucia

Było jesienne popołudnie. 28 października 2009 roku. Człowiek ten, z teczuszką, wsiadł do pociągu nr 11720. Nie wiedział jeszcze, ile go to będzie kosztować. Rzucił okiem na pasażerów środkowego przedziału tylnego wagonu rozrządczego drugiego składu EZT EN57 o bliżej nie określonym numerze taborowym. Nurtowało go w tej chwili jedno pytanie. Czy ten pociąg, pociąg który odjechał ze stacji Warszawa Powiśle o godzinie 17:38, jedzie do Rembertowa. Brak pewności, wyświetlaczy peronowych, a co gorsza, wyświetlaczy na burtach wagonów, nie dawał mu spokoju. Po chwili, przełamując swoją nieśmiałość i uprzedzenia, spytał innych podróżnych, czy ten pociąg jedzie do Rembertowa. Usłyszał zapewnienie że tak. I było to zgodne z prawdą. Pociąg numer 11720, faktycznie przejeżdżał przez stację w Rembertowie, w dodatku, miał tam planowy postój. Mijały minuty w trakcie których pociąg 11720 pokonywał kolejne hektometry linii kolejowej 448 prowadzącej do wspomnianego wyżej Rembertowa. Człowiek, niski, jednakże można by rzec obficie zbudowany z widocznymi deficytami włosów na głowie, spokojnie podróżował przez ciemne odludzia m.st. Warszawy.

Mija godzina 17:45. Pociąg 11720 rusza z zachodniego toru zgodnie z planem. Wraz z kolejnymi metrami torowiska, pociąg osiąga linię nr 449, relacji Rembertów-Zielonka. Człowiek pytający o Rembertów nadal siedzi na swoim miejscu. Nie przeczuwający zbliżającej się katastrofy. Nie niepokojony przez kogokolwiek. Zanim zrozumie swoją sytuację nie będzie już odwrotu. Żeby być szczerym, wraz z wyruszeniem z Rembertowa, jakiekolwiek szanse na ratunek zostały zaprzepaszczone.

Mija kolejne dziewięć minut. Dziewięć minut podróży przez ciemny las. Podróży, w której pociąg 11720 osiąga przystanek osobowy Zielonka Bankowa. Człowiek z teczuszką, gotuje się do wyjścia z pociągu. Pierwszy cień wątpliwości pojawia się, gdy nie widzi za oknami prawej burty peronu. Mimo wszystko decyduje się wysiąść.

Pierwsze chwile na peronie nie zwiastują, wbrew pozorom, niczego złego. Ale nic już się nie da zrobić. Człowiek z teczuszką myśli że tylko po ciemku nie może poznać okolicy. Łudzi się, że jest wszystko w porządku.

Słychać sygnał do odjazdu. Krótkie, niskotonowe warknięcie i następujące po nim syknięcie aparatury pneumatycznego zamykania drzwi. Zanim jednak zamkną się do końca, do uszu czujniejszych pasażerów dobiegnie ostatnie wołanie o pomoc Człowieka z teczuszką stojącego już na peronie…

- Eeee? Warszawa Wola-Grzybowska?

Tymczasem Hilter i Stalin, nadal nie żyli.



następne wpisy »